Skopiuj CSS
Za mną czytelniku! Któż ci to powiedział, że nie ma już na świecie prawdziwej, wiernej, wiecznej miłości? A niechże wyrwą temu kłamcy jego plugawy język! Za mną, czytelniku mój, podążaj za mną, a ja ci ukażę taką miłość!
Kategorie: Wszystkie | Apokryf | Narracja | Przypisy
RSS
poniedziałek, 20 czerwca 2005
Przypis 1

Moja książka ulega ciągłym zmianom i jej wersja, którą można przeczytać tutaj, jest już mocno nieaktualna. Wersja po redakcji jest do ściągnięcia z mojej strony.

13:31, mmistique , Przypisy
Link
środa, 25 maja 2005
Których Skrzywdzono; część siódma

Tuż za murem, pomiędzy Weroniką a stojącą kilka metrów dalej dziewczyną rósł duży krzew. Weronika zachowywała się bezszelestnie i miała wrażenie, że dziewczyna jej nie zauważyła. Jednak pomyliła się.

- Wyjdź i przyjdź tutaj - powiedziała dziewczyna, nie odwracając się w stronę Weroniki. Ta natychmiast spełniła polecenie.
- Wiesz, kim jestem? - zapytała nieznajoma.
- Wiem.
- To po co tu przyszłaś? - dopiero teraz dziewczyna odwróciła się do Weroniki.
- Zapłacić za Adriana Nowickiego -Weronika podała dziewczynie paczkę, którą dostała od Kisielewskiej.
- Poczekaj tutaj - odpowiedziała. - Muszę te pieniądze komuś przekazać - dziewczyna nawet nie otwarła paczki.
Darek - Weronika usłyszała telepatyczne słowa nieznajomej - Masz już Nowickiego?
Nie, właśnie po niego idę, dlaczego pytasz?
No właśnie nie idź. Ktoś za niego zapłacił

Weronika przysłuchiwała się tej rozmowie w milczeniu, podczas gdy dziewczyna opowiadała Darkowi okoliczności przekazania pieniędzy. Najwyraźniej  żołnierze nie mieli pojęcia, że ich słyszy.

Tak po prostu tam przyszła? - głos Darka stawał się donośniejszy. Weronika czuła, że drugi z żołnierzy się zbliża - ale skąd wiedziała gdzie?
Mam ją spytać?
Coś ty, Justyna, oszalałaś? Gramy wszechmocnych i wszechwiedzących, prawda? Już prawie jestem na miejscu, zaraz się wszystkiego dowiem.

I rzeczywiście po kilku minutach zza krzewu wyłonił się Darek. Weronika poczuła się rozczarowana. Wyobrażała sobie Żołnierzy Babilonu jako mrocznych nadludzi, tymczasem zobaczyła parę zwykłych nastolatków. Justyna nie była szczególnie piękna, Darek w ogóle nie był przystojny. "Chociaż jak się mu przyjrzeć, coś w sobie ma..." - pomyślała.

- Weronika Enkel - powiedział Darek patrząc na nią ze zdziwieniem. - Ty nas znalazłaś? Wszystkiego bym się spodziewał ale nie tego ze przyjdziesz tutaj z własnej woli
- Skąd mnie znasz?
- Jesteś moja przyszłą żoną - odpowiedział uśmiechając się.

Weronika zaczęła się zastanawiać, czy jej się to wszystko nie śni.

15:40, mmistique , Narracja
Link Komentarze (1) »
piątek, 20 maja 2005
Których Skrzywdzono; część szósta

Minęły cztery dni spokoju, który szumiał w uszach Weroniki głosami Żołnierzy Babilonu. Wada wzroku wróciła po dwóch godzinach, ale nadal świat sprawiał wrażenie bardziej wyraźnego, jakby ktoś wzmocnił nasycenie kolorów. Tylko słońce denerwująco raziło ją w oczy.

I te słowa Żołnierzy, niepokojące niemal tak, jak przyjemne były tembry ich głosów. Adrian Nowicki miał zginąć właśnie tego dnia. Procedura takiej egzekucji przewidywała możliwość wezwania kogoś na pomoc - zarówno Żołnierze jak i Weronika nie mieli wątpliwości, że Adrian z niej skorzysta. A poproszoną i tym samym narażoną na śmiertelne niebezpieczeństwo będzie Renata. I temu właśnie Weronika chciała zapobiec, gdy zmierzała na miejsce spotkań Żołnierzy. Dzięki temu, że spotkania Armii Babilonu odbywały się za każdym razem gdzie indziej, Weronika mogła przez kilka dni podsłuchać informacje wystarczające, by dotrzeć tam, gdzie miała odbyć się egzekucja Adriana.

Kilkanaście minut błądziła po lesie zanim udało jej się określić właściwy kierunek.  W miarę jak głosy Żołnierzy stawały się lepiej słyszalne zwalniała - rósł jej strach. Dopiero teraz czuła naprawdę na co się decydowała. Gdy zobaczyła wśród drzew wysoki mur dawnej jednostki wojskowej, miała ochotę odwrócić się i uciec, ale nie było już odwrotu. Chwilę szła wzdłuż muru wodząc ręką po chropowatych cegłach, aż znalazła tę, którą należało nacisnąć, by pojawił się niewielki wyłom w murze. Dziura zamknęła się natychmiast po tym, jak weszła do środka.

22:03, mmistique , Narracja
Link
poniedziałek, 09 maja 2005
Których skrzywdzono; część piąta

Wciąż wahając się, czy dobrze robi, szybkim krokiem udała się na miejsce spotkania. Pani Kisielewska już czekała.

- Nadal nie wiem, czy powinnam tu być. Jakoś trudno mi uwierzyć w pani dobrą wolę. – powiedziała Weronika zamiast przywitania.
- Czego konkretnie się pani obawia?
- Sama pani stwierdziła, że czasem oni proszą o skontaktowanie z kimś, pośrednictwo. Skąd mam wiedzieć, ze to nie pułapka?
- Oni zastawiają pułapki znacznie sprytniej i już dawno panią znają. Przecież gdybym miała wobec pani złe zamiary, to zataiłabym prawdziwy charakter mojej organizacji. Jestem z panią szczera.
- Naprawdę trudno jest mi w to uwierzyć – stwierdziła Weronika.  – nie mogę się nic o pani dowiedzieć oprócz tego co sama mi pani powie. A nie powiedziała mi pani nawet, dlaczego powstali Pokrzywdzeni. Co Armia pani zrobiła?
- Zabili moją siostrę – odpowiedziała bardzo cicho - nic więcej nie mogę pani powiedzieć.
- Dlaczego?
- Bo zabiliby i mnie.
- I jakie ja mam powody żeby w ogóle pani wierzyć? We wszystko, co mi pani powiedziała do tej pory?
- Pani żąda dowodów... Proszę dać mi rękę i zamknąć oczy.

Weronika bez wahania spełniła prośbę pani Kisielewskiej. Mimo wszystkich wątpliwości nadal ciekawość i ambicja skończenia Apokryfu były w niej najsilniejsze.
I natychmiast poczuła uderzenie w tył głowy. Oszołomiona próbowała otworzyć oczy, ale powieki okazały się zbyt ciężkie. I wtedy usłyszała cichy głos w niezrozumiałym języku. Rozpoznała tylko dwa znajome słowa: Adrian Nowicki.

- To jest właśnie moja oferta. Będzie pani mogła ich słyszeć i rozumieć. Już bez tych nieprzyjemnych efektów – Kisielewska puściła ręce Weroniki. Po chwili dziewczyna mogła otworzyć oczy.
- Powiedzieli jego nazwisko – Weronika sprawiała wrażenie oszołomionej.
- Mówiłam pani.
- W takim razie raczej nie mam wyboru – powiedziała Weronika zdecydowanie dochodząc do siebie. – co mam zrobić?

Kisielewska bez słowa położyła na ławce pomiędzy nimi nieduże, płaskie pudełko obite gładkim, czarnym materiałem.

- Proszę je otworzyć. To magiczny sztylet.

Weronika powoli zajrzała do pudełka. To, co zobaczyła w środku, rzeczywiście z początku wydawało się być niewielkim sztyletem. Jednak zamiast spłaszczonego ostrza w rękojeści osadzony był szklany stożek, wypełniony w środku czerwonym płynem.
Nie ma się co oszukiwać – krwią.

- Proszę tylko przytknąć usta do szkła, a będzie pani mogła wypić zawartość – odezwała się Kisielewska cicho.
- Co?!
- Spokojnie. To nic takiego.
- To jest krew. Ludzka?
- Tak. Ci ludzie już dawno nie żyją, nic im nie pomoże pani święte oburzenie. A pani przyjaciółka może do nich dołączyć.

Powoli, bardzo powoli Weronika podniosła przedmiot do ust. Zamknęła oczy i poczuła najpierw chłodny dotyk szkła, a po chwili ciepły, gęsty płyn.
Spodziewała się że to będzie przykre uczucie, ale niestety było inaczej. Słodkawy smak krwi wspominała jeszcze długo potem – z każdą kroplą był coraz lepszy. Gdy krew się skończyła, niemal z żalem odsunęła sztylet od ust i odetchnęła głęboko. Powietrze miało ten świeży zapach ozonu, jaki da się wyczuć po burzy. Powoli otworzyła oczy.
I natychmiast je zamknęła, tak bardzo zabolało ją to pierwsze spojrzenie. Zdjęła okulary i drugi raz podniosła powieki.
Wszystko dookoła było wyraźne. Weronika przez wiele lat noszenia okularów zapomniała już, jak czysto można widzieć.

- Przykro mi że panią rozczaruję, ale za kilka godzin wada wzroku powróci – powiedziała Kisielewska.

Dziewczyna tymczasem spojrzała na sztylet, który odłożyła do pudełka. Powoli napełniał się krwią.

- Skąd ona się bierze? – zapytała.
- Oni mają duże zapasy. Podobno przechowują je w Świątyni szatana ale diabeł jeden wie, gdzie to jest.
- Gdy pani to piła, nie zdarzyło się pani pomyśleć... – Weronika zawiesiła głos wahając się czy mówić dalej – że to może być krew pani siostry?

Kisielewska milczała.

- Po co pani do mnie przyszła? – zapytała Weronika jeszcze raz.
- O pani krążą legendy... – kobieta wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, ale zrezygnowała z tego. Schowała do torebki pudełko ze sztyletem i wyjęła z niej niewielką paczkę owiniętą w szary papier. – To są pieniądze na wykup Adriana. Po głosach trafi pani na miejsce ich spotkań.

Weronika bez słowa wzięła paczkę. Nie wiedziała już, co ma myśleć.

- Bez ich pomocy się pani nie uda – powiedziała Kisielewska wstając.

Weronika nie spojrzała w stronę odchodzącej kobiety. Wsłuchiwała się w głosy żołnierzy. Przepełniał ją dziwny spokój. Wolałabym, żeby to nie było takie przyjemne. – pomyślała.
Ale było jej lepiej niż kiedykolwiek przedtem.

23:37, mmistique , Narracja
Link
piątek, 15 kwietnia 2005
Których Skrzywdzono; część czwarta

Następnego dnia ze snu wyrwał Weronikę dźwięk telefonu. Wiedziała, że żadna z pozostałych dziewczyn go nie odbierze - nikt prócz rodziców Weroniki jeszcze nie znał tego numeru. Zerwała się więc natychmiast, chcąc wykorzystać okazję by porozmawiać z matką, która z Irlandii nie mogła dzwonić zbyt często.
Ale zamiast "cześć kochanie" w słuchawce usłyszała głos Maryli Kisielewskiej

- Martwię się o pani przyjaciółkę, panno Enkel.
- Niezwykle oryginalny początek rozmowy, muszę przyznać. O którą?
- Zaczynając rozmowę od przedstawienia się ryzykowałabym, że odłoży pani słuchawkę. O Renatę Wiśniewską. Ze względu na Adriana Nowickiego.
- No, to ja akurat również... - Weronika była coraz bardziej zaciekawiona. - Jeśli chciała mnie pani zaintrygować, to się udało. Mogę dowiedzieć się dokładnie o co chodzi? Skąd zna pani te nazwiska? I skąd zna pani ten numer?
- Z rozmów, których nie chciała pani słuchać.
- Rozumiem. Aż tak bardzo zależy pani na tym, bym się zgodziła?
- To nie jest żaden podstęp. Nie wiem jeszcze kiedy, ale Adrian wkrótce zginie z rąk Żołnierzy Babilonu. Jest bardzo prawdopodobne, że pani przyjaciółka dostanie propozycję uratowania go, to się często zdarza. Proszę mi wierzyć, że chcę tego samego co pani.
- Co mogłabym zrobić?
- Proszę spotkać się ze mną. Tam gdzie za pierwszym razem.
- Za godzinę?
- Będę czekać. Do Widzenia.Weronika usłyszała dźwięk odkładanej słuchawki.
- Może jednak nie powinnaś? – Róża pojawiła się niepostrzeżenie za plecami Weroniki.
- Wiem, co masz na myśli. – odpowiedziała dziewczyna z westchnieniem - Jednak jeśliby rzeczywiście coś się stało Renacie?
- Kisielewska nie jest dobrym człowiekiem – odpowiedziała Barbara stając obok siostry.
- A co wy o niej wiecie?
- Tyle samo co i ty, a może nawet mniej. – stwierdziła Róża - Nie wiem nawet dokładnie, jak się znalazła wśród pokrzywdzonych.
- Ja jednak idę – stwierdziła Weronika. – Inaczej niczego się nie dowiem.

Po chwili namysłu Weronika zrezygnowała z pomysłu zabrania ze sobą Renaty. Przekonanie jej, że to co uważała za fabułę interesującej książki jest prawdą, zajęłoby zbyt dużo czasu.
Wciąż wahając się, czy dobrze robi, szybkim krokiem udała się na miejsce spotkania. Pani Kisielewska już czekała.

16:11, mmistique , Narracja
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3